poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział siódmy czyli nietypowe spotkanie kuzyna i ucieczka.

Wstałam rano, zjadłam śniadanie i wypiłam kawę. Dziś nikogo nie było w domu bo gdzieś pojechali. Zostawili mi jedynie klucze i kazali dobrze się bawić. Postanowiłam wybrać się do babci która mieszka 3 przecznice dalej. Pogoda była bardzo ładna więc postawiłam na biały gorset, spódnice w kwiaty, czarną marynarkę oraz najwygodniejsze jakie mogłam mieć buty czyli koturny białe z kokardką. Zabrałam białą listonoszkę, kluczę, telefon i portfel. Zamknęłam drzwi na klucz i zeszłam na dół. Gdy wychodziłam z klatki do środka wchodziło dwóch chłopaków. Kojarzyłam ich bo wczoraj wchodząc na górę minęłam jednego z nich. Z wielkim uśmiechem przepuścili mnie w drzwiach. Nie pierwszy raz mi się zdarzyło że chłopaki tak reagowali na mój widok. Nie że się chce chwalić ale szczupła byłam, do tego geny ukraińsko - polskie. Dziadek pochodził z Ukrainy, babcia z Polski a dokładnie z gór. W połowie Ukrainka, w połowie góralka. Długie nogi, ciało zawsze miałam ciemne taka karnacja, długie ciemne włosy oraz duże oczy.Dużo chłopaków się za mną oglądało ale po co mi to? Po co te wszystkie miłości, związki skoro i tak jest ból, łzy i cierpienie. Czy nie lepiej być samemu? Martwić się tylko o siebie, nie przejmować się co ktoś inny robi w tym momencie. Słysząc o tych wszystkich zdradach jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu że miłości nie ma. Zaprzątając sobie tym wszystkim głowę, prawię doszłam do bloku babci. Musiałam jedynie przejść przez skatepark. Już z daleka słyszałam krzyki i śmiechy tutejszych nastolatków którzy jeździli na deskach, rowerach lub odpoczywali na słońcu. Dużo ławek było zajęte. Z uśmiechem i okularami na nosie szłam sobie spokojnie kiedy nagle dwóch chłopaków podjechało do mnie. Jeden jechał na rowerze, a drugi na desce.
- Witamy piękną panią. Czyżbyś przyszła tu pojeździć? - jeden z nich puścił mi oczko.
Było to dość słodkie ale nie przesadzajmy. Ja mam 20 lat oni na około 16 - 17. Jestem dla nich za stara. A z resztą nie kręcą mnie romanse z młodszymi
- Cześć wam. Nie, nie przyszłam tu pojeździć, z resztą patrząc na mój strój nie dałabym rady. Jestem tu przejściowo - odparłam z uśmiechem
- Czemu nie? Jedynie buty trochę przeszkadzają ale zawsze można je zdjąć. Możemy nauczyć cię paru sztuczek - odparł drugi charakterystycznie poruszając brwiami. Postanowiłam przejść do sprawy jasno
- Chłopaki - zdjęłam okulary by na nich spojrzeć - jest to nawet fajne jak mnie podrywacie ale jestem dla was za stara. Nie chce się uczyć żadnych sztuczek. Znajdźcie dziewczyny w swoim wieku i ich uczcie sztuczek. - uśmiechnęłam się - Miłego dnia
- Im starsza tym lepsza - krzyknął któryś z nich
Pokręciłam jedynie głową i z uśmiechem szłam przed siebie. 5 minut później byłam pod blokiem babci. Dostałam się do środka bez problemu bo akurat do tego bloku nie było hasła. Jest to spokojna dzielnica, rzadko kiedy słyszy się tu o jakiś napadach czy tym podobne. Policja jest tu regularnie, pilnują spokoju. Poszłam pod mieszkanie numer 8 i zapukałam.
- Olusia - babcia widząc mnie w drzwiach zamknęła mnie w uścisk - No pokaż mi się tu, jak ja cię dawno nie widziałam. Wypiękniałaś, taka prawdziwa kobita z Ciebie tylko taki patyczak trochę - zaśmiała się - no wchodź dziecinko, wchodź
- Babciu nie przesadzaj. Wyglądam jak każda normalna dziewczyna - odparłam podążając za babcią do pokoju
- A zapomniałam ci powiedzieć, odwiedził nas Oskar - uśmiechnęła się babcia, mnie totalnie zmogło z nóg
Oskar był moim kuzynem którego jako jednego z całej rodziny nie cierpiałam totalnie. Zachowywał się jak najprawdziwszy dupek. Już od małego nienawidziłam jego pewności siebie, zawsze mi dokuczał z chytrym uśmiechem na ustach. Jako nastolatka gdy tylko przyjeżdżał mama zawsze nie spuszczała ze mnie wzroku. Nie raz dostał ode mnie po łapach za niewłaściwe ułożenie ich na moich nogach lub po twarzy za niewinność. Przysięgłam sobie że jak dorosnę nie odezwę się do niego. Gdy nie byłam pełnoletnia rodzice mogli mną rządzić, ale po 18 już nie. Zawsze gdy przyjeżdżał był wychwalany przez moich rodziców jak i jego że on taki grzeczny, dobrze się uczy. Słyszałam od starych znajomych że traktuje dziewczyny jak przedmiot, co weekend inna i te sprawy wiecie o co chodzi? Powiesiłabym takiego za przyrodzenie na pierwszej lampie. Jak ja go nie trawię
- O kogo moje piękne oczy widzą, cześć Ola - z wielkim uśmiechem na mnie spojrzał
- Wcale takie piękne nie są, wręcz przeciwnie - zajęłam miejsce naprzeciwko niego
- Oh co za ostre słowa już na wejściu. Żadne cześć, miło cię widzieć ? nie?
- Jak widzisz - wzruszyłam ramionami
- Oj dzieci już musicie się kłócić - babcia zaśmiała się i poszła do kuchni wstawić wodę na herbatę
- Ciekawe czy taka ostra jesteś w innych rzeczach - zakpił, musiałam zaciskać pięści żeby nie wylądowały na tej jego pięknej i wkurwiającej buźce.
Fakt przystojny był, wysportowany co dało się zauważyć gdyż koszula idealnie opinała mu wszystkie mięśnie, ale w końcu coś musiał zrobić żeby dziewczyny leciały do niego jak pszczoły do miodu.
- Niestety ty tego nie sprawdzisz - uśmiechnęłam się do niego chamsko
- Oj jeszcze byś się zdziwiła skarbie, prosiłabyś o więcej - oblizał wargę i posłał mi buziaka w powietrzu
- Jesteś obrzydliwy wiesz? Aż żałuje że jesteś w naszej rodzinie - miałam ochotę go udusić
- Po co te nerwy słodziaku ?
- Nie nazywaj mnie słodziakiem, skarbem lub nie wiadomo jak. Możesz sobie tak mówić do swoich dziewczyn która co weekend jest inna ale ode mnie 3 metry w bok bo uduszę - aż zagotowało się we mnie
- Poszłabyś siedzieć za mnie, opłacałoby ci się?
- Przynajmniej bym wiedziała za co i miała tą satysfakcję że już nie chodzisz po tej ziemi i nie niszczyć natury oraz nie straszysz dzieci swoim wyglądem - akurat do pokoju weszła babcia, całe szczęście
- Już przestańcie, chociaż na trochę - babcia postawiła przed nami herbatę i szarlotkę
Uwielbiałam jej szarlotkę, była taka pyszna, nawet mama takiej nie robiła.
- Ola opowiadaj co tam u Ciebie? Kiedy doczekam się prawnuków? Albo chociaż przedstawisz mi swojego narzeczonego - czy wszystkie babcie są takie jak moja?
- Baabciu - przeciągnęłam - U mnie wszystko dobrze. Niedługo wracam do Ameryki, nie wiem kiedy Kuba planuje mieć dzieci, jego o to pytaj, a narzeczonego mi nie trzeba, dziękuję, radzę sobie bez niego - uśmiechnęłam się
- Mi chodziło skarbie o Twoje dzieci. Ja przeczuwam że już niedługo kogoś spotkasz na swojej drodze - babcine przeczucia
Pogadaliśmy jeszcze trochę, Oskar musiał już iść jak smutno. Myślę że wyczuliście ten sarkazm
- Miło było cię zobaczyć po tylu latach, odezwij się jak będziesz miała czas - puścił do mnie oczko
- Jeśli chodzi o Ciebie to mam zaniki pamięci co do telefonu, adresu zamieszkania i wszystkiego - prychnęłam
- Za to ja pamiętam doskonale - zaśmiał się
- Jak fajnie że nie wiesz gdzie mieszkam oh będę tęsknić za tą Twoją parszywą buźką, dupku - nie szczędziłam sobie miłych słów
- Masz Oskarku to dla Ciebie ciasto - babcia podała mu jakieś opakowanie z ciastem
- Też będę za Tobą tęsknił - zrobił smutną minę
- Naucz się rozróżniać sarkazm bo tego cię chyba nie nauczyli - odwróciłam się i wróciłam do salonu
- No to teraz dziecinko opowiadaj mi. Wiem że przy Oskarze nie chciałaś nic mówić, ale ja i tak widziałam że kłamiesz. Poznałaś kogoś?
- Oj babciu - zaśmiałam się, kochałam ją jak mamę - No poznałam
-No to już opowiadaj mi tutaj. Jak wygląda, skąd jest, co robi, gdzie go poznałaś, wszystko chcę wiedzieć o nim
- Ale babciu to nic takiego, to tylko znajomy, a po drugie właśnie za kilka dni wyjeżdżam
- Nie dyskutuj tu ze mną tylko mów
- Oh wysoki, wysportowany, jest z Kielc, gra w piłkę ręczną, poznałam go na meczu to wszystko - upiłam łyk herbaty
- Toś się wypowiedziała, chce dokładnie wiedzieć jak wygląda
- Babciu czuje się jak na policji. Ciemne włosy, oczy też. Gra w piłkę ręczną i już nie raz mogłaś go widzieć w telewizji, ma na imię Mariusz- rozmarzyłam się opowiadając babci o nim, szczerze? Chciałabym z nim teraz, w tej chwili porozmawiać
- Czyli mówisz że znany jest? - spojrzała na mnie - To dobrze, wiesz może bardziej Ciebie doceni bo będzie wiedział że jak tylko coś źle zrobi kamery go dojrzą
- Babciu to nie celebryta tylko szczypiornista. Za nim kamery nie biegają jedynie fanki - w tej właśnie chwili zadzwonił telefon babci
- Cholera ktoś w takim momencie śmie mi przeszkadzać - zaśmiałam się na te słowa, babcia nigdy nie oszczędzała słów
Rozmawiała dłuższą, dłuższą chwilę jak to babcie kiedy się zgadają i zaczną plotkować. Zdążyłam sprawdzić co się dzieję w internetach w międzyczasie pisząc SMSy z Jagodą, gdy wybiła godzina 15.30 stwierdziłam że czas wracać do mieszkania państwa Markusów. Zebrałam swoje rzeczy, wyszeptałam babci na ucho że muszę już uciekać, pożegnałam się z nią całusem w policzek i wyszłam. Przemierzyłam tą niewielką drogę z uśmiechem ale i małym zakłopotaniem. Babcia przypomniała mi o Mariuszu. Chciałam zadzwonić ale przecież nie chciałam żeby któreś z nas się zaangażowało. Postanowiłam sobie zapomnieć o tym co było między nami i musiałam się tego trzymać. Wchodząc do klatki znów spotkałam tych dwóch chłopaków jakieś deja vu czy jak?
- Znów się spotkamy. Przypadek? - zaśmiał się jeden z nich
- Oh to musi być przeznaczenie - również się zaśmiałam i ruszyłam do mieszkania
Nacisnęłam na klamkę i zdziwiłam się bo mieszkanie było zamknięte, otworzyłam drzwi kluczem, weszłam do środka i się rozejrzałam. Wyglądało na to że jeszcze nie wrócili więc zabrałam się za robienie obiadu. Postawiłam na coś prostego. Rozrobiłam ciasto na naleśniki i smażyłam jednocześnie słuchając muzyki i przeglądając Facebooka. Niech mi tylko ktoś powie że kobieta nie może się skupić na paru rzeczach na raz to mu udowodnię. Do rozmowy z Jagodą dołączył Mariusz.
"Hej, co tam?"
" Cześć. Wszystko okej, a tam? "
" Też, chociaż brakuje mi twojego towarzystwa :)"
" Będziesz musiał się przyzwyczaić "
" Jak to?"
" Wyjeżdżam i jest to raczej pewne"
" Ale...dlaczego? Źle ci tutaj? Jeśli chodzi o mnie czy coś to powiedz, przestanę się odzywać ale nie rób tego Jagodzie. Rozmawiałem z nią, powiedziała że nie przeżyje jak znowu ją opuścisz. Jak wyjechałaś miała jakieś problemy rodzinne. Nie możesz jej zostawić"
" Przepraszam ale naleśniki mi się przypalają, odezwę się później, pa"
No tak typowe dla Ciebie Olu, ucieczka. Brawa dla mnie. Proszę, niech ktoś się teraz pojawi z wiadrem lodowatej wody i wyleje mi na głowę. Postawiłam gotowe naleśniki na stole, zabrałam laptopa i poszłam do pokoju. Założyłam słuchawki na uszy, jednocześnie zamykając się w swoim świecie i tak po prostu dałam upust emocjom. Jestem idiotką, myślę tylko o sobie ale na prawdę Ameryka pomagała mi zapomnieć o wszystkim. Leżałam tak kilka dłuższych chwil, nawet nie słyszałam jak wrócili i pewnie nie wiedziałabym przez długi czas gdyby nie weszła do pokoju Klaudia
- Hej. Co się dzieje?
- A co ma się dziać? Nic. - odparłam ze spokojem, zdawałam sobie sprawę że mam rozmazany makijaż
- Nie ukryjesz przede mną że coś się dzieje. Znam cię na wylot, a po za tym widać że płakałaś - usiadła obok mnie - hej mała powiedz co się dzieje
- Wszystko się sypie. Boje się podjąć jakąkolwiek decyzję bo albo zranię innych albo siebie, a ani jednego ani drugiego nie chce. To wszystko jest popieprzone - wyrzucałam z siebie słowa jak karabin maszynowy, jednocześnie starając się nie rozpłakać po raz któryś dziś
- Zamiast mieć pretensję do całego świata przemyśl wszystkie za i przeciw. Co to za trudna decyzja?
- Zostać czy wyjeżdżać. Już wszystko kalkulowałam kilka razy i nic
- A jakie są argumenty żeby zostać, a jakie żeby jechać? - czy ona nie pomyliła się z zawodem
- Jeśli wyjadę wiem że zapomnę o wszystkim, o tym kogo tu spotkałam i co nas łączyło choć w sumie nie dało się nazwać to jakąś relacją jedynie głupie zaplątanie się we wszystkim ale jednocześnie zranię rodziców, Kubę, Jagodę, babcię, a zostając tu zranię chyba tylko siebie bo każdy liczy na to że zostanę, że nie ucieknę kolejny raz. Jagoda mnie potrzebuję, Kuba chyba też, oraz jest jeszcze ktoś kto w sumie nie jest mi bardzo bliski ale jednak jest. Wiem że jak wyjadę to w pewnym sensie też go zranię bo chyba na coś liczy ale nie wiem.
- Ehh jest tylko jedna odpowiedź na to - odparła po krótkiej chwili
- Niby jaka? - spojrzałam na nią
- Miłość kochanie, zakochałaś się lub zauroczyłaś nie wiem
- Co ty pieprzysz! W nikim się nie zakochałam - odparłam od razu
- Tak? To czemu się teraz wściekasz? Jak byś się nie zakochała to byś spokojnie odpowiedziała że się mylę. Co cię przed tym blokuje?
- Może to co mnie spotkało? Nie wierzę nikomu prócz Kubie i tacie. Boję się tego że ktoś mnie zrani, wszystkiego
- Oj pleciesz głupoty. Dobrze wiesz że jak by cię ktoś zranił to by zbierał zęby z podłogi, nie pozwolilibyśmy na to. Nie myśl o tym co będzie jutro, za miesiąc, rok. Rób to co podpowiada ci serce. Jeśli poczujesz że musisz do niego zadzwonić, zadzwoń, jeśli chce ci się płakać, płacz. Życie jest za krótkie żeby zastanawiać się co będzie jeśli. Chcesz jechać to jedź, chcesz to zostań ale pamiętaj że twój wyjazd nie jest dlatego że chcesz i pragniesz tego, chcesz wyjechać bo dzięki temu uciekniesz od tego. Pamiętasz co mówiła nam zawsze babcia? " Jeśli zdarzą ci się problemy, nie odpuszczaj i nie uciekaj, ucieczka będzie jedno z najgorszych decyzji podjętych " Ucieczka nie jest rozwiązaniem i ja wierzę w to że ty o tym wiesz i nie chcesz tego, po prostu nie chcesz się do tego przyznać
- Proszę cię przestań - czułam że miałam rację
- Dlaczego? Bo Twoje sumienie się teraz odzywa? Bardzo dobrze! Ola do jasne cholery nie możesz wiecznie uciekać. Przyjdzie taki dzień gdzie nie będzie ucieczki i co zrobisz? Musisz stawić czoła problemom! Pokazać że jesteś silna. Nie zachowuj się jak mała, 5-letnia dziewczynka która zgubiła swoje kredki. Jesteś dorosła i zachowuj się jak dorosła! - widać było po niej że jest zdenerwowana, nie dziwie się jej
- Czasem chciałabym być małą dziewczynką dla której wszystko jest proste
- Wiem kochanie. Niestety wszyscy dorastamy. Nie pozwól by przeszłość tobą zawładnęła. Owszem możesz wyjechać ale pomyśl. Nie będziesz żałować? Zostawisz jego, może i swoje uczucia co do niego które drugi raz mogą się nie powtórzyć. Dziś może cie spotkać, wielka i szalona miłość o której zawsze marzyłyśmy pamiętasz? Książę na białym koniu, scena niczym z kopciuszka? Teraz jesteśmy starsze i to od nas zależy jak nasze życie się potoczy, od Ciebie - wyszeptała - zawsze będę cie wspierać ale wyjeżdżając popełnisz błąd i ty o tym wiesz bo mówi ci to Twoje serce tylko nie chcesz się do tego przyznać
- To co mam do niego zadzwonić i po prostu powiedzieć że coś do niego czuje? - znów poczułam słoną ciecz na policzkach
- A czemu nie? Życie jest jedno, albo walczysz o to co chcesz albo patrzysz jak nagle przestaje być Twoje. On za chwilę może znaleźć sobie inną i wtedy będziesz jeszcze bardziej cierpieć niż teraz
- Może dlatego że ja sama nie chciałam i mu to powiedziałam żeby nikt się nie zakochał, nie robił sobie nadziei
- No i co? Ja nadal bym zadzwoniła i powiedziała że kobieta zmienną jest. Zwal to na nas, kobiety ale nie odpuszczaj. Będziesz tego żałować
- Proszę cię daj sobie spokój, to nic nie da
- Uciekniesz jak tchórz! Serio to zrobisz!? Jeśli tak to nie zranisz tylko ich ale i mnie. Myślisz tylko o sobie. Pomyśl co on czuje. Zastanowiłaś się nad tym? Nie bo po co.
- Karolina trochę ciszej dobrze? - do pokoju wszedł Tomek
- Dobra przepraszam - odparła ciszej
- Pozwalając sobie się wtrącić to wybacz ale Karolina ma rację. Jeśli nie spróbujesz to nie przekonasz się. Chcesz żeby był Twój czy miał inną? - spojrzał na mnie oczekując odpowiedzi
- Sama nie wiem - odparłam rysując na kocu
- A mi się wydaje że wiesz tylko nie chcesz przyznać się przed nami i przed sobą. Gdybyś nie chciała żeby z Tobą był to ta rozmowa z Karoliną byłaby nie potrzebna bo podjęłabyś decyzję od razu i wiedziała co zrobić żeby było dobrze - mówił spokojnie
- No dobra nawet jakbym chciała żeby był ze mną to co to zmieni?
- Może to że nie wiesz czy on nie chce być z Tobą? Zadzwoń do niego i pogadaj z nim, pokaż że i Tobie zależy - spojrzał na mnie i wyszedł
Zaraz za nim z pokoju wyszła Karolina. Długo rozważałam czy zadzwonić czy nie. Ale co miałam mu powiedzieć jak odbierze? " Hej przemyślałam wszystko i cię kocham" ? Przecież to bez sensu.
- Mam ci wykręcić numer do niego? - z kuchni krzyknęła Karolina
- Nie dzięki - podreptałam do kuchni
- Jeśli trzeba będzie to wpakuje cię do samochodu i cię tam zawiozę - uśmiechnął się Tomek
- Oj mam dość już dzisiaj wszystkiego idę spać - kierowałam się w stronę pokoju
- Bo najlepiej jest uciekać - odparła Karolina
Przystanęłam na chwilę i ruszyłam dalej. Przebrałam się w koszulkę i spodenki, włączyłam laptopa i słuchałam muzyki. Na Facebooku był dostępny Mariusz więc napisałam
" hej :) Co tam?"
" Hej. Wszystko okej, odezwę się jutro bo idziemy na imprezę "
" Aha okej, miłej zabawy"
" No dzięki, pa"
I tyle było rozmowy. Zamknęłam z impetem laptop i odłożyłam go na półkę. Z łzami na policzku zasnęłam. O 3 rano obudził mnie telefon, z zamkniętymi oczami odebrałam
J: Słucham?
M: Ola wiem że jest późno ale muszę ci coś powiedzieć - po głosie poznałam Mariusza, był pijany
J: Mariusz pogadamy jutro, jesteś pijany
M: Jutro ci tego nie powiem
J: A ja cię proszę żebyśmy pogadali jutro hm?
M: Eh okej. Śpij dobrze
Odetchnęłam i próbowałam usnąć. Po paru próbach usnęłam.


 ------------------------
Zagląda tu ktoś w ogóle?
Dziękuje za nominacje, nawet się nie spodziewałam :) 
Rozdział pisany w sumie na spontanie.
Czuje się jak ta bohaterka bo sama nie wiem jak rozegrać to opowiadanie :D
Dobra, już koniec.
 Jak minęły Święta?
Życzę mokrego dyngusa <3

1 komentarz:

  1. Wspaniały ♥
    Co do kolejnych rozdziałów to mam nadzieje, ze ona nie wyjedzie :3

    OdpowiedzUsuń