piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział ósmy czyli początek życia Oli i Mariusza

Wstałam rano ze smętną miną. Podreptałam do kuchni, tam już radośnie biegała Lilka.
- Cześć skarbie - pocałowałam ją w głowę
- Cesc ciocia - uśmiechnęła się
- Hej. Co zjesz na śniadanie? - Do kuchni wszedł Tomek
- Dziękuję nie będę jeść, nie mam ochoty na nic - lekko się uśmiechnęłam
- Przepraszam za wczoraj trochę przesadziliśmy z Karoliną tak naciskając na ciebie - spojrzał na mnie zmieszany
- Przestań. Nie ma o czym mówić. Było mi to potrzebne aby zrozumieć co jest dla mnie bardziej ważne
- I co jest? - Spytał
- Szczęście najbliższych - uśmiechnęłam się
- Byłem pewny że powiesz on - usiadł na krześle
- Może też. Zresztą nie ważne. Może mieć na pęczki takie jak ja więc - również usiadłam na krześle
- Może mieć ale stara się o Ciebie. Na prawdę tego nie widzisz? Dzwoni, piszę, spędzacie wspólnie czas i nie mów mi że nie jest fajnie jak z nim jesteś bo nie uwierzę
- No jest fajnie. Każdy jego dotyk sprawia że mam dreszcze ale co to zmienia? Jestem wiecznie niezdecydowana i dobrze o tym wiesz.
- Czas to zmienić. Przyznaj się sama przed sobą i mną. Tęsknisz za nim? Chciałabyś go przytulić, poczuć obok? - Spojrzał na mnie
- Czytasz mi w myślach? - Zaśmiał się - chciałabym
- To ja nie wiem co ty tu jeszcze robisz. Już dawno powinnaś była być u niego i powiedzieć mu to co mi.
Pomyślałem chwilę i stwierdziłam że nie ma w tym żadnej ściemy. Jeśli sama nie zawalczę o swoje szczęście to nikt za mnie tego nie uczyni. Każdy jest kowalem swojego losu.
- Wiesz co? Masz rację. Pakuje się i jadę do Kielc
- Mądra dziewczyna - pocałował mnie w czoło i się uśmiechną
Lilka pomogła mi się spakować.
- Dlacego już jedziesz?
- Liluś muszę załatwić kilka spraw, ale obiecuję że niedługo cie odwiedzę.
- Mogę jechać z Tobą? - Spojrzała na mnie
- A mamusia i tatuś się zgodzą?
Nie doczekałam się odpowiedzi bo mała pobiegła się spytać
- Jesteś pewna ze chcesz ją do siebie? - W drzwiach pojawiła się Karolina
- Jestem pewna - Zaśmiałam się
Szybko spakowałam swoje rzeczy.Tomek zniósł moją walizkę i Lilki torbę do samochodu. Pożegnałam się z Karoliną i zeszłam z Lilka do samochodu.
- Przyczepiłem ci już fotelik - uśmiechnął się - miłej drogi
- Dziękuję, zadzwonię jak dojedziemy
Pożegnałam się z Tomkiem i ruszyłam. Przez pół drogi Lilka rozmawiała z misiem, a drugie pół przespała. W międzyczasie próbowałam połączyć się z Mariuszem ale ciągle włączała mi się sekretarka. Gdy dojechałam do domu Lilka od razu wbiegła do środka, ja zabrałam nasze rzeczy i poszłam za nią.
- Widzę że przywiozłaś żywy prezent że sobą - Zaśmiała się mama całując mnie w policzek
- Oczywiście. Chciała jechać to ja zabrałam. Jest okazja że w końcu tamci nas odwiedza - Zaśmiałam się
Zaniosłam nasze rzeczy na górę i zeszłam do salonu.
- Mamuś macie jakieś plany na dziś z tatą?
- Raczej nie a czemu pytasz?
- Bo ja muszę gdzieś wyjść, popilnujesz Lilki?
- No oczywiście. Wrócisz na noc?
- Nie wiem ale jutro będę przed 8
- No to pędź
Pobiegłam na górę się przebrać. Założyłam spodenki z motywem flagi amerykańskiej, białą bokserkę i sandałki. Wzięłam klucze, telefon i portfel. Potajemnie wyszłam z mieszkania. Poszłam prosto do Jagody. Za trzecim razem dopiero otworzyła. Była ubrana w koszulkę która sięgała jej do połowy uda
- Fajnie witasz przyjaciółkę - Zaśmiałam się - jest Michał u Ciebie?
- Fajnie cie widzieć - uśmiechnęła się - no jest a coś się stało?
- Mam tylko jedno pytanie i już spadam. Pytał ktoś o mnie podczas mojej nieobecności?
- Jeśli masz na myśli jego to tak pytał o Ciebie codziennie. Ola kurde Mariusz cie kocha i wiem że ty też coś czujesz, mnie nie oszukasz - spojrzała na mnie
- Dziękuję że czytasz mi w myślach - przewróciłam oczami - dobra idę
- Znajdziesz go albo na hali, boisku albo w domu - krzyknęła gdy już schodziłam na dół
Zaśmiałam się pod nosem i pognałam schodami w dół. Coś w środku podpowiadało mi żeby sprawdzić w domu. Pewnie moje lenistwo się odzywało. Poszłam pod znajomy blok i zadzwoniłam do przypadkowej osoby żeby otworzyła mi klatkę bo rozdaje ulotki. Pani była tak miła że bez problemu mi otworzyła. Wbiegłam szybko po schodach i stanęłam przed mieszkaniem Mariusza. Poprawiłem swój strój i zapukałam. Gdy usłyszałam dźwięk przekręcającego się klucza kolana mi się ugięły i serce zaczęło mocniej bić dokładnie tak samo jak podczas matury. Chyba go obudziłam bo twarz miał zaspana
- Hej. Obudziłam cie?
- Ola? Fajnie cie widzieć. Nie, nie obudziłaś to znaczy spałem ale dobrze że jesteś bo tak to bym się nie podniósł z łóżka - Zaśmiał się
- To ja może przyjdę później?
- Nie przesadzaj. Wchodź - Zaśmiał się i pociągnął mnie za rękę do środka. - Napijesz się czegoś?
- Nie dziękuję. Przyszłam bo..- zamilkłam na chwilę, no właśnie po co ja przyszłam - bo nawet sama nie wiem. Jagoda z Michałem więc postanowiłam cię odwiedzić - wyruszyłam ramionami
- Bardzo się cieszę z tego powodu. Poczekasz na mnie sekundę tylko się odświeżę
- Pewnie
Mariusz poszedł do łazienki, a ja stwierdziłam że zrobię mu śniadanie. Szybko usmażyłam jajecznice i zaparzyłam kawę. Gdy wyszedł z łazienki akurat było wszystko gotowe
- A co to za zapachy?
- Postanowiłam zrobić ci śniadanie to źle? - Zaśmiałam się
- Oczywiście że nie. A mogę cię wynająć na 24/7?
- Pewnie, cała do twojej dyspozycji - zaczęliśmy się śmiać
Mariusz zjadł śniadanie i poszliśmy do salonu. Oglądaliśmy telewizję i się wygłupialiśmy. W pewnym momencie zaczęliśmy bić się poduszkami. Normalnie jak małe dzieci.
- Ej dobra stop. - przerwałam ten atak prawdopodobnie wtedy kiedy akurat szykował się żebym mnie uderzyć, ta intuicja.
Potulnie się zgodził i odłożył poduszkę. Nie wiem czemu ale wtuliłam się w niego. Brakowało mi tego przez cały czas. Silnych i ciepłych ramion. W których choć przez chwilę zapominasz o problemach. Mariusz położył się na kanapie, a ja obok ciągle do niego przytulona
- Wiesz czemu wróciłam? Czemu nie wyjechałam do Ameryki?
- Nie, dlaczego? - szepnął jakby każde głośniejsze słowo zepsuło to wszystko
- Bo ktoś mi dziś powiedział że jak nie zawalczę o swoje szczęście to będę tego żałować. Ze muszę zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć teraźniejszością, kazał mi wracać do ludzi na których mi zależy, a nie uciekać. Więc jestem - podniosłam się na łokciach - Nie wiem jak to się stało ale stałeś się dla mnie ważny. Brakowało mi Ciebie tam - uśmiechnęłam się lekko
Nic nie odpowiedział tylko złożył delikatny pocałunek na moich ustach ale gdy zobaczył że nie protestuje zaczął coraz namiętnie mnie całować. Odwzajemniałam każdy pocałunek ciągle głodna kolejnych. W mgnieniu oka znaleźliśmy się w sypialni. Leżeliśmy obok siebie praktycznie bez niczego. Chcieliśmy nacieszyć się sobą bo tak długo się nie widzieliśmy. Gdy już później leżałam obok śpiącego Mariusza cieszyłam się że Tomek mnie przekonał
Już wiem czego brakowało mi do pełni szczęścia, jego. Próbowałam na chwilę zamknąć oczy. Obudził mnie dzwonek wydobywający się z mojej komórki. Podniosłam się a obok mnie nikogo nie było. Odebrałam telefon. Dzwonił Kuba bo chciał się pochwalić że Natalia została jego dziewczyną. To tak bardzo ciekawe. Wysłuchałam go do końca, założyłam koszulkę Mariusza i wyszłam w poszukiwaniu właściciela. Był w kuchni, stał wpatrzony w okno. Podeszłam po cichu i go przytuliłam. Wzdrygnął się lekko ale za chwilę się uśmiechnął. Przyciągając mnie do siebie tak ze byłam przodem do okna. Wtulił się we mnie i nic nie mówił. Co chwilę składał pocałunki na szyi lub policzku jakby to wszystko miało za chwilę prysnąć, a tak naprawdę dopiero się wszystko zaczyna.
- Będę się musiała zaraz zbierać - wyszeptałam
- Nigdzie cię nie puszcze. Nie teraz kiedy mam cie tak blisko - powiedział tym swoim cudownym głosem z nutka chrypki
- Spokojnie daleko nie ucieknę tylko do domu bo Lilka się poskarży że się nią nie zajmowałam - odwróciłam się do niego
- Dobrze ale później - uśmiechnął się i mnie pocałował
Zalegliśmy na kanapie i oglądaliśmy jakieś filmy wtuleni w siebie
- Nie macie dziś treningu?
- Nie. Spokojnie tak szybko się mnie nie pozbędziesz - uśmiechnął się
- Nawet o tym nie marzę - dałam mu buziaka
Niedługo potem zadzwoniła mama że musi pilnie wyjść do pracy bo ma jakąś awarię i muszę szybko przyjść do domu. Przebrałam się i wraz z Mariuszem pojechałam do mnie.
- A ty nie wysiadasz? - Spojrzałam na niego
- Mnie dzieci nie lubią - Zaśmiał się
- Chcesz mnie zostawić z nią samą? -Zrobiłam smutną minkę
- No wiesz bo no ten - zaczął się plątać
- Czyżby ktoś tu się bał moich rodziców - zaczęłam się śmiać - spoko jest tylko mama która i tak nie zauważy nikogo bo się spieszy, no chodź.
- No okej - jejku zgodził się. Cud? Chyba tak.
Weszliśmy do domu, chciało mi się śmiać z Mariusza.
- Mamuś jesteśmy - krzyknęłam wchodząc do domu
- Cicho bo Lilka śpi - wyszła z kuchni
- Dzień dobry - przywitał się Mariusz
- A mamuś to jest Mariusz
Przywitali się i jak strzała mama wyleciała z domu. No tak uśpiła dziecko i poszła.
- I co tak strasznie było? -Zaśmiałam się
- Zobaczymy czy ty nie będzie się bała jak do moich pojedziemy - spojrzałam na niego - no co? Dawno u nich nie byłem
- Bardzo dobry z Ciebie synek - wytknęłam mu język
- Osz ty!- złapał mnie i zaczął łaskotać
- Weź mnie puść bo obudzę dziecko - piszczałam
- To nie piszcz - pocałował mnie
Oddałam pocałunek każdy. Wtuliłam się w niego, tak cudownie było. Oglądaliśmy telewizję i się nudziliśmy dopóki nie w wstała Lilka. Zrobiłam obiad i zjedliśmy. Lilka wolała bawić się z Mariuszem. Już poszłam w odstawkę, no tak po co komu ciotka? Po kryjomu robiłam im zdjęcia, tak słodko wyglądali. Siedzieliśmy z nią do 16 bo o tej godzinie przyszedł tata. Widziałam ten strach w oczach Mariusza. Czy serio każdy boi się tak ojców. Aż tacy straszni są? Zaśmiałam się i dałam mu buziaka w policzek.
- O proszę kogo my tu mamy. Rodzona córka w domu siedzi? Święto jakieś dziś jest ?- zaczął się śmiać i przywitał się z Mariuszem
- Nie rób ze mnie wyrodnej córki. Bywam w domu - oburzyłam się
- Oczywiście odkąd przyjechałaś to może ze dwa dni przesiedziałaś w domu. A tak to widzę cie na zdjęciach i czasem jak przemkniesz mi koło nosa wychodząc
- Też cię kocham tato - uśmiechnęłam się.
- Oh na prawdę? Już myślałem że tego nigdy nie usłyszę - usiadł na fotelu
- A to niby ja jestem niedobrym synem? - Wtrącił się Mariusz
- Ej to że jestem jedyną kobieta w tym gronie nie licząc Lilki która nie wie o co chodzi to nie znaczy że możecie mnie w złym świetle stawiać.
Poszłam zrobić herbatę a gdy wróciłam nie wierzyłam własnym oczom. Mój tata żwawo dyskutuje z Mariuszem. Tematem głównym była piłka ręczna którą mój tata uwielbia oglądać, mam to po nim. Przysiadłam obok Mariusza który mnie przytulił ale dalej rozmawiał z tatą. Ja żeby się nie nudzić zaczęłam bawić się z Lilka
- Ciocia - wyszeptała - wujek jest fajny
- Oj wiem skarbie - pocałowałam ją w główkę
- opowie mi dziś bajkę w nocy? - Spojrzała na mnie swoimi dużymi oczkami
- Spytamy go?- pokiwała głową
- Mariusz? Lilka ma do ciebie pytanie
- Tak? - Odwrócił się do niej
- Opowiesz mi dziś bajkę? - Bawiła się lalką
- Oo jak sobie jakąś przypomnę - lekko się zaśmiałam
- Fajnie - poderwała się z kanapy i pobiegła do pokoju
Jak do domu wróciła mama to temat zaczął się bardziej rozkręcać. I on się bał gdzie teraz ciągle z nimi nadaje. Siedziałam myśląc co teraz będzie. Wieczorem tak jak Mariusz obiecał musiał pójść opowiedzieć bajkę Lilce
Zostawiłam ich w pokoju i poszłam do kuchni żeby przygotować mleko na rano Lilce.
- Jesteście razem? - Spojrzała na mnie mama
- Oj mamuś. Jesteśmy - myślałam że będzie mieć jakieś aluzje
- To bardzo się cieszę. Widać że mu na tobie zależy - spojrzałam na nią
- Myślałam że będziesz innego zdania
- Dlaczego? Zasługujesz na szczęście - uśmiechnęła się i poszła do taty.
Dokończyłam przygotowywać mleko i poszłam do pokoju. Lilka już spała. Odstawiłam mleko na półkę i wyszliśmy.
- Ja już będę się zbierać, dobranoc - pożegnał się z moimi rodzicami Mariusz
Odprowadziłam go do furtki.
- Będę tęsknił - pocałował mnie - co jutro porabiasz?
- Szukam pracy a jakieś propozycje masz? - Zaśmiałam się
- Tak. Cały dzień ze mną - Zaśmiał się
- Chętnie ale najpierw odwiedzę jedno miejsce odbiorę brata z lotniska - dałam mu buziaka
- Dobrze to dobranoc - namiętnie mnie pocałował
Pomachałam mu jeszcze na pożegnanie i wróciłam. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę i szukałam w laptopie jakiejś pracy. Znalazłam ogłoszenie że poszukują nauczyciela angielskiego. Postanowiłam spróbować. Wydrukowałam swoje CV i poszłam spać. Jutro czeka mnie szalony dzień.

-----------
Szczerze? Nie podoba mi się ten rozdział ale musiałam coś dodać bo przez dwa tygodnie tu nie zaglądałam.
Jestem już po testach więc teraz będą rozdziały regularnie, bynajmniej się postaram żeby tak było :) 
Piszcie co sądzicie o tym rozdziale. 
A i rozważam opcję usunięcia bloga ponieważ tutaj chyba nikt nie zagląda. 
<3 

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział siódmy czyli nietypowe spotkanie kuzyna i ucieczka.

Wstałam rano, zjadłam śniadanie i wypiłam kawę. Dziś nikogo nie było w domu bo gdzieś pojechali. Zostawili mi jedynie klucze i kazali dobrze się bawić. Postanowiłam wybrać się do babci która mieszka 3 przecznice dalej. Pogoda była bardzo ładna więc postawiłam na biały gorset, spódnice w kwiaty, czarną marynarkę oraz najwygodniejsze jakie mogłam mieć buty czyli koturny białe z kokardką. Zabrałam białą listonoszkę, kluczę, telefon i portfel. Zamknęłam drzwi na klucz i zeszłam na dół. Gdy wychodziłam z klatki do środka wchodziło dwóch chłopaków. Kojarzyłam ich bo wczoraj wchodząc na górę minęłam jednego z nich. Z wielkim uśmiechem przepuścili mnie w drzwiach. Nie pierwszy raz mi się zdarzyło że chłopaki tak reagowali na mój widok. Nie że się chce chwalić ale szczupła byłam, do tego geny ukraińsko - polskie. Dziadek pochodził z Ukrainy, babcia z Polski a dokładnie z gór. W połowie Ukrainka, w połowie góralka. Długie nogi, ciało zawsze miałam ciemne taka karnacja, długie ciemne włosy oraz duże oczy.Dużo chłopaków się za mną oglądało ale po co mi to? Po co te wszystkie miłości, związki skoro i tak jest ból, łzy i cierpienie. Czy nie lepiej być samemu? Martwić się tylko o siebie, nie przejmować się co ktoś inny robi w tym momencie. Słysząc o tych wszystkich zdradach jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu że miłości nie ma. Zaprzątając sobie tym wszystkim głowę, prawię doszłam do bloku babci. Musiałam jedynie przejść przez skatepark. Już z daleka słyszałam krzyki i śmiechy tutejszych nastolatków którzy jeździli na deskach, rowerach lub odpoczywali na słońcu. Dużo ławek było zajęte. Z uśmiechem i okularami na nosie szłam sobie spokojnie kiedy nagle dwóch chłopaków podjechało do mnie. Jeden jechał na rowerze, a drugi na desce.
- Witamy piękną panią. Czyżbyś przyszła tu pojeździć? - jeden z nich puścił mi oczko.
Było to dość słodkie ale nie przesadzajmy. Ja mam 20 lat oni na około 16 - 17. Jestem dla nich za stara. A z resztą nie kręcą mnie romanse z młodszymi
- Cześć wam. Nie, nie przyszłam tu pojeździć, z resztą patrząc na mój strój nie dałabym rady. Jestem tu przejściowo - odparłam z uśmiechem
- Czemu nie? Jedynie buty trochę przeszkadzają ale zawsze można je zdjąć. Możemy nauczyć cię paru sztuczek - odparł drugi charakterystycznie poruszając brwiami. Postanowiłam przejść do sprawy jasno
- Chłopaki - zdjęłam okulary by na nich spojrzeć - jest to nawet fajne jak mnie podrywacie ale jestem dla was za stara. Nie chce się uczyć żadnych sztuczek. Znajdźcie dziewczyny w swoim wieku i ich uczcie sztuczek. - uśmiechnęłam się - Miłego dnia
- Im starsza tym lepsza - krzyknął któryś z nich
Pokręciłam jedynie głową i z uśmiechem szłam przed siebie. 5 minut później byłam pod blokiem babci. Dostałam się do środka bez problemu bo akurat do tego bloku nie było hasła. Jest to spokojna dzielnica, rzadko kiedy słyszy się tu o jakiś napadach czy tym podobne. Policja jest tu regularnie, pilnują spokoju. Poszłam pod mieszkanie numer 8 i zapukałam.
- Olusia - babcia widząc mnie w drzwiach zamknęła mnie w uścisk - No pokaż mi się tu, jak ja cię dawno nie widziałam. Wypiękniałaś, taka prawdziwa kobita z Ciebie tylko taki patyczak trochę - zaśmiała się - no wchodź dziecinko, wchodź
- Babciu nie przesadzaj. Wyglądam jak każda normalna dziewczyna - odparłam podążając za babcią do pokoju
- A zapomniałam ci powiedzieć, odwiedził nas Oskar - uśmiechnęła się babcia, mnie totalnie zmogło z nóg
Oskar był moim kuzynem którego jako jednego z całej rodziny nie cierpiałam totalnie. Zachowywał się jak najprawdziwszy dupek. Już od małego nienawidziłam jego pewności siebie, zawsze mi dokuczał z chytrym uśmiechem na ustach. Jako nastolatka gdy tylko przyjeżdżał mama zawsze nie spuszczała ze mnie wzroku. Nie raz dostał ode mnie po łapach za niewłaściwe ułożenie ich na moich nogach lub po twarzy za niewinność. Przysięgłam sobie że jak dorosnę nie odezwę się do niego. Gdy nie byłam pełnoletnia rodzice mogli mną rządzić, ale po 18 już nie. Zawsze gdy przyjeżdżał był wychwalany przez moich rodziców jak i jego że on taki grzeczny, dobrze się uczy. Słyszałam od starych znajomych że traktuje dziewczyny jak przedmiot, co weekend inna i te sprawy wiecie o co chodzi? Powiesiłabym takiego za przyrodzenie na pierwszej lampie. Jak ja go nie trawię
- O kogo moje piękne oczy widzą, cześć Ola - z wielkim uśmiechem na mnie spojrzał
- Wcale takie piękne nie są, wręcz przeciwnie - zajęłam miejsce naprzeciwko niego
- Oh co za ostre słowa już na wejściu. Żadne cześć, miło cię widzieć ? nie?
- Jak widzisz - wzruszyłam ramionami
- Oj dzieci już musicie się kłócić - babcia zaśmiała się i poszła do kuchni wstawić wodę na herbatę
- Ciekawe czy taka ostra jesteś w innych rzeczach - zakpił, musiałam zaciskać pięści żeby nie wylądowały na tej jego pięknej i wkurwiającej buźce.
Fakt przystojny był, wysportowany co dało się zauważyć gdyż koszula idealnie opinała mu wszystkie mięśnie, ale w końcu coś musiał zrobić żeby dziewczyny leciały do niego jak pszczoły do miodu.
- Niestety ty tego nie sprawdzisz - uśmiechnęłam się do niego chamsko
- Oj jeszcze byś się zdziwiła skarbie, prosiłabyś o więcej - oblizał wargę i posłał mi buziaka w powietrzu
- Jesteś obrzydliwy wiesz? Aż żałuje że jesteś w naszej rodzinie - miałam ochotę go udusić
- Po co te nerwy słodziaku ?
- Nie nazywaj mnie słodziakiem, skarbem lub nie wiadomo jak. Możesz sobie tak mówić do swoich dziewczyn która co weekend jest inna ale ode mnie 3 metry w bok bo uduszę - aż zagotowało się we mnie
- Poszłabyś siedzieć za mnie, opłacałoby ci się?
- Przynajmniej bym wiedziała za co i miała tą satysfakcję że już nie chodzisz po tej ziemi i nie niszczyć natury oraz nie straszysz dzieci swoim wyglądem - akurat do pokoju weszła babcia, całe szczęście
- Już przestańcie, chociaż na trochę - babcia postawiła przed nami herbatę i szarlotkę
Uwielbiałam jej szarlotkę, była taka pyszna, nawet mama takiej nie robiła.
- Ola opowiadaj co tam u Ciebie? Kiedy doczekam się prawnuków? Albo chociaż przedstawisz mi swojego narzeczonego - czy wszystkie babcie są takie jak moja?
- Baabciu - przeciągnęłam - U mnie wszystko dobrze. Niedługo wracam do Ameryki, nie wiem kiedy Kuba planuje mieć dzieci, jego o to pytaj, a narzeczonego mi nie trzeba, dziękuję, radzę sobie bez niego - uśmiechnęłam się
- Mi chodziło skarbie o Twoje dzieci. Ja przeczuwam że już niedługo kogoś spotkasz na swojej drodze - babcine przeczucia
Pogadaliśmy jeszcze trochę, Oskar musiał już iść jak smutno. Myślę że wyczuliście ten sarkazm
- Miło było cię zobaczyć po tylu latach, odezwij się jak będziesz miała czas - puścił do mnie oczko
- Jeśli chodzi o Ciebie to mam zaniki pamięci co do telefonu, adresu zamieszkania i wszystkiego - prychnęłam
- Za to ja pamiętam doskonale - zaśmiał się
- Jak fajnie że nie wiesz gdzie mieszkam oh będę tęsknić za tą Twoją parszywą buźką, dupku - nie szczędziłam sobie miłych słów
- Masz Oskarku to dla Ciebie ciasto - babcia podała mu jakieś opakowanie z ciastem
- Też będę za Tobą tęsknił - zrobił smutną minę
- Naucz się rozróżniać sarkazm bo tego cię chyba nie nauczyli - odwróciłam się i wróciłam do salonu
- No to teraz dziecinko opowiadaj mi. Wiem że przy Oskarze nie chciałaś nic mówić, ale ja i tak widziałam że kłamiesz. Poznałaś kogoś?
- Oj babciu - zaśmiałam się, kochałam ją jak mamę - No poznałam
-No to już opowiadaj mi tutaj. Jak wygląda, skąd jest, co robi, gdzie go poznałaś, wszystko chcę wiedzieć o nim
- Ale babciu to nic takiego, to tylko znajomy, a po drugie właśnie za kilka dni wyjeżdżam
- Nie dyskutuj tu ze mną tylko mów
- Oh wysoki, wysportowany, jest z Kielc, gra w piłkę ręczną, poznałam go na meczu to wszystko - upiłam łyk herbaty
- Toś się wypowiedziała, chce dokładnie wiedzieć jak wygląda
- Babciu czuje się jak na policji. Ciemne włosy, oczy też. Gra w piłkę ręczną i już nie raz mogłaś go widzieć w telewizji, ma na imię Mariusz- rozmarzyłam się opowiadając babci o nim, szczerze? Chciałabym z nim teraz, w tej chwili porozmawiać
- Czyli mówisz że znany jest? - spojrzała na mnie - To dobrze, wiesz może bardziej Ciebie doceni bo będzie wiedział że jak tylko coś źle zrobi kamery go dojrzą
- Babciu to nie celebryta tylko szczypiornista. Za nim kamery nie biegają jedynie fanki - w tej właśnie chwili zadzwonił telefon babci
- Cholera ktoś w takim momencie śmie mi przeszkadzać - zaśmiałam się na te słowa, babcia nigdy nie oszczędzała słów
Rozmawiała dłuższą, dłuższą chwilę jak to babcie kiedy się zgadają i zaczną plotkować. Zdążyłam sprawdzić co się dzieję w internetach w międzyczasie pisząc SMSy z Jagodą, gdy wybiła godzina 15.30 stwierdziłam że czas wracać do mieszkania państwa Markusów. Zebrałam swoje rzeczy, wyszeptałam babci na ucho że muszę już uciekać, pożegnałam się z nią całusem w policzek i wyszłam. Przemierzyłam tą niewielką drogę z uśmiechem ale i małym zakłopotaniem. Babcia przypomniała mi o Mariuszu. Chciałam zadzwonić ale przecież nie chciałam żeby któreś z nas się zaangażowało. Postanowiłam sobie zapomnieć o tym co było między nami i musiałam się tego trzymać. Wchodząc do klatki znów spotkałam tych dwóch chłopaków jakieś deja vu czy jak?
- Znów się spotkamy. Przypadek? - zaśmiał się jeden z nich
- Oh to musi być przeznaczenie - również się zaśmiałam i ruszyłam do mieszkania
Nacisnęłam na klamkę i zdziwiłam się bo mieszkanie było zamknięte, otworzyłam drzwi kluczem, weszłam do środka i się rozejrzałam. Wyglądało na to że jeszcze nie wrócili więc zabrałam się za robienie obiadu. Postawiłam na coś prostego. Rozrobiłam ciasto na naleśniki i smażyłam jednocześnie słuchając muzyki i przeglądając Facebooka. Niech mi tylko ktoś powie że kobieta nie może się skupić na paru rzeczach na raz to mu udowodnię. Do rozmowy z Jagodą dołączył Mariusz.
"Hej, co tam?"
" Cześć. Wszystko okej, a tam? "
" Też, chociaż brakuje mi twojego towarzystwa :)"
" Będziesz musiał się przyzwyczaić "
" Jak to?"
" Wyjeżdżam i jest to raczej pewne"
" Ale...dlaczego? Źle ci tutaj? Jeśli chodzi o mnie czy coś to powiedz, przestanę się odzywać ale nie rób tego Jagodzie. Rozmawiałem z nią, powiedziała że nie przeżyje jak znowu ją opuścisz. Jak wyjechałaś miała jakieś problemy rodzinne. Nie możesz jej zostawić"
" Przepraszam ale naleśniki mi się przypalają, odezwę się później, pa"
No tak typowe dla Ciebie Olu, ucieczka. Brawa dla mnie. Proszę, niech ktoś się teraz pojawi z wiadrem lodowatej wody i wyleje mi na głowę. Postawiłam gotowe naleśniki na stole, zabrałam laptopa i poszłam do pokoju. Założyłam słuchawki na uszy, jednocześnie zamykając się w swoim świecie i tak po prostu dałam upust emocjom. Jestem idiotką, myślę tylko o sobie ale na prawdę Ameryka pomagała mi zapomnieć o wszystkim. Leżałam tak kilka dłuższych chwil, nawet nie słyszałam jak wrócili i pewnie nie wiedziałabym przez długi czas gdyby nie weszła do pokoju Klaudia
- Hej. Co się dzieje?
- A co ma się dziać? Nic. - odparłam ze spokojem, zdawałam sobie sprawę że mam rozmazany makijaż
- Nie ukryjesz przede mną że coś się dzieje. Znam cię na wylot, a po za tym widać że płakałaś - usiadła obok mnie - hej mała powiedz co się dzieje
- Wszystko się sypie. Boje się podjąć jakąkolwiek decyzję bo albo zranię innych albo siebie, a ani jednego ani drugiego nie chce. To wszystko jest popieprzone - wyrzucałam z siebie słowa jak karabin maszynowy, jednocześnie starając się nie rozpłakać po raz któryś dziś
- Zamiast mieć pretensję do całego świata przemyśl wszystkie za i przeciw. Co to za trudna decyzja?
- Zostać czy wyjeżdżać. Już wszystko kalkulowałam kilka razy i nic
- A jakie są argumenty żeby zostać, a jakie żeby jechać? - czy ona nie pomyliła się z zawodem
- Jeśli wyjadę wiem że zapomnę o wszystkim, o tym kogo tu spotkałam i co nas łączyło choć w sumie nie dało się nazwać to jakąś relacją jedynie głupie zaplątanie się we wszystkim ale jednocześnie zranię rodziców, Kubę, Jagodę, babcię, a zostając tu zranię chyba tylko siebie bo każdy liczy na to że zostanę, że nie ucieknę kolejny raz. Jagoda mnie potrzebuję, Kuba chyba też, oraz jest jeszcze ktoś kto w sumie nie jest mi bardzo bliski ale jednak jest. Wiem że jak wyjadę to w pewnym sensie też go zranię bo chyba na coś liczy ale nie wiem.
- Ehh jest tylko jedna odpowiedź na to - odparła po krótkiej chwili
- Niby jaka? - spojrzałam na nią
- Miłość kochanie, zakochałaś się lub zauroczyłaś nie wiem
- Co ty pieprzysz! W nikim się nie zakochałam - odparłam od razu
- Tak? To czemu się teraz wściekasz? Jak byś się nie zakochała to byś spokojnie odpowiedziała że się mylę. Co cię przed tym blokuje?
- Może to co mnie spotkało? Nie wierzę nikomu prócz Kubie i tacie. Boję się tego że ktoś mnie zrani, wszystkiego
- Oj pleciesz głupoty. Dobrze wiesz że jak by cię ktoś zranił to by zbierał zęby z podłogi, nie pozwolilibyśmy na to. Nie myśl o tym co będzie jutro, za miesiąc, rok. Rób to co podpowiada ci serce. Jeśli poczujesz że musisz do niego zadzwonić, zadzwoń, jeśli chce ci się płakać, płacz. Życie jest za krótkie żeby zastanawiać się co będzie jeśli. Chcesz jechać to jedź, chcesz to zostań ale pamiętaj że twój wyjazd nie jest dlatego że chcesz i pragniesz tego, chcesz wyjechać bo dzięki temu uciekniesz od tego. Pamiętasz co mówiła nam zawsze babcia? " Jeśli zdarzą ci się problemy, nie odpuszczaj i nie uciekaj, ucieczka będzie jedno z najgorszych decyzji podjętych " Ucieczka nie jest rozwiązaniem i ja wierzę w to że ty o tym wiesz i nie chcesz tego, po prostu nie chcesz się do tego przyznać
- Proszę cię przestań - czułam że miałam rację
- Dlaczego? Bo Twoje sumienie się teraz odzywa? Bardzo dobrze! Ola do jasne cholery nie możesz wiecznie uciekać. Przyjdzie taki dzień gdzie nie będzie ucieczki i co zrobisz? Musisz stawić czoła problemom! Pokazać że jesteś silna. Nie zachowuj się jak mała, 5-letnia dziewczynka która zgubiła swoje kredki. Jesteś dorosła i zachowuj się jak dorosła! - widać było po niej że jest zdenerwowana, nie dziwie się jej
- Czasem chciałabym być małą dziewczynką dla której wszystko jest proste
- Wiem kochanie. Niestety wszyscy dorastamy. Nie pozwól by przeszłość tobą zawładnęła. Owszem możesz wyjechać ale pomyśl. Nie będziesz żałować? Zostawisz jego, może i swoje uczucia co do niego które drugi raz mogą się nie powtórzyć. Dziś może cie spotkać, wielka i szalona miłość o której zawsze marzyłyśmy pamiętasz? Książę na białym koniu, scena niczym z kopciuszka? Teraz jesteśmy starsze i to od nas zależy jak nasze życie się potoczy, od Ciebie - wyszeptała - zawsze będę cie wspierać ale wyjeżdżając popełnisz błąd i ty o tym wiesz bo mówi ci to Twoje serce tylko nie chcesz się do tego przyznać
- To co mam do niego zadzwonić i po prostu powiedzieć że coś do niego czuje? - znów poczułam słoną ciecz na policzkach
- A czemu nie? Życie jest jedno, albo walczysz o to co chcesz albo patrzysz jak nagle przestaje być Twoje. On za chwilę może znaleźć sobie inną i wtedy będziesz jeszcze bardziej cierpieć niż teraz
- Może dlatego że ja sama nie chciałam i mu to powiedziałam żeby nikt się nie zakochał, nie robił sobie nadziei
- No i co? Ja nadal bym zadzwoniła i powiedziała że kobieta zmienną jest. Zwal to na nas, kobiety ale nie odpuszczaj. Będziesz tego żałować
- Proszę cię daj sobie spokój, to nic nie da
- Uciekniesz jak tchórz! Serio to zrobisz!? Jeśli tak to nie zranisz tylko ich ale i mnie. Myślisz tylko o sobie. Pomyśl co on czuje. Zastanowiłaś się nad tym? Nie bo po co.
- Karolina trochę ciszej dobrze? - do pokoju wszedł Tomek
- Dobra przepraszam - odparła ciszej
- Pozwalając sobie się wtrącić to wybacz ale Karolina ma rację. Jeśli nie spróbujesz to nie przekonasz się. Chcesz żeby był Twój czy miał inną? - spojrzał na mnie oczekując odpowiedzi
- Sama nie wiem - odparłam rysując na kocu
- A mi się wydaje że wiesz tylko nie chcesz przyznać się przed nami i przed sobą. Gdybyś nie chciała żeby z Tobą był to ta rozmowa z Karoliną byłaby nie potrzebna bo podjęłabyś decyzję od razu i wiedziała co zrobić żeby było dobrze - mówił spokojnie
- No dobra nawet jakbym chciała żeby był ze mną to co to zmieni?
- Może to że nie wiesz czy on nie chce być z Tobą? Zadzwoń do niego i pogadaj z nim, pokaż że i Tobie zależy - spojrzał na mnie i wyszedł
Zaraz za nim z pokoju wyszła Karolina. Długo rozważałam czy zadzwonić czy nie. Ale co miałam mu powiedzieć jak odbierze? " Hej przemyślałam wszystko i cię kocham" ? Przecież to bez sensu.
- Mam ci wykręcić numer do niego? - z kuchni krzyknęła Karolina
- Nie dzięki - podreptałam do kuchni
- Jeśli trzeba będzie to wpakuje cię do samochodu i cię tam zawiozę - uśmiechnął się Tomek
- Oj mam dość już dzisiaj wszystkiego idę spać - kierowałam się w stronę pokoju
- Bo najlepiej jest uciekać - odparła Karolina
Przystanęłam na chwilę i ruszyłam dalej. Przebrałam się w koszulkę i spodenki, włączyłam laptopa i słuchałam muzyki. Na Facebooku był dostępny Mariusz więc napisałam
" hej :) Co tam?"
" Hej. Wszystko okej, odezwę się jutro bo idziemy na imprezę "
" Aha okej, miłej zabawy"
" No dzięki, pa"
I tyle było rozmowy. Zamknęłam z impetem laptop i odłożyłam go na półkę. Z łzami na policzku zasnęłam. O 3 rano obudził mnie telefon, z zamkniętymi oczami odebrałam
J: Słucham?
M: Ola wiem że jest późno ale muszę ci coś powiedzieć - po głosie poznałam Mariusza, był pijany
J: Mariusz pogadamy jutro, jesteś pijany
M: Jutro ci tego nie powiem
J: A ja cię proszę żebyśmy pogadali jutro hm?
M: Eh okej. Śpij dobrze
Odetchnęłam i próbowałam usnąć. Po paru próbach usnęłam.


 ------------------------
Zagląda tu ktoś w ogóle?
Dziękuje za nominacje, nawet się nie spodziewałam :) 
Rozdział pisany w sumie na spontanie.
Czuje się jak ta bohaterka bo sama nie wiem jak rozegrać to opowiadanie :D
Dobra, już koniec.
 Jak minęły Święta?
Życzę mokrego dyngusa <3