wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział czwarty czyli wspomnienia minionej nocy.

- Cześć wszystkim - przywitaliśmy się podchodząc do stolika.
Był tam Mariusz, Michał Jurecki i Szyba, Krzysiek i Sławek.
- Cześć - przywitali się
Usiadłam pomiędzy Mariuszem, a Krzyśkiem, a Jagoda poszła zamówić drinki. Impreza rozkręciła się na dobre, każdy szalał na parkiecie i niczym się nie przejmował
- Poproszę drinka - przystanęłam przy barze
- To co zwykle? - kiwnęłam głową i czekałam na zamówienie
- Piwo poproszę - obok mnie pojawił się Mariusz
- Chyba już starczy co? - spojrzał na mnie
- Coś ty! Mało - odebrałam zamówienie i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych
przysiadłam na murku i przyglądałam się gwiazdom. Znów poczułam znajome perfumy oraz osobę którą dopiero opuściłam przy barze
- zacznę zaraz się bać o własne życie - zaśmiałam się
- Dlaczego? - usiadł obok
- Bo gdzie się nie ruszę widzę Ciebie, zbieg okoliczności?- spojrzałam na niego
- Martwię się o Ciebie, po prostu. Jeszcze po tym co dziś powiedziałaś to tym bardziej
- Nie potrzebuje litości - zaśmiałam się
- To nie litość tylko opieka ale pogadamy jak będziesz trzeźwa, a tym czasem weź to - położył mi na ramiona marynarkę
Wtuliłam się w marynarkę bo ładnie pachniała i się uśmiechnęłam
- Słodko wyglądasz jak się uśmiechasz wiesz? - przyjrzał mi się
- Ej dobra to że jesteś sławny nie oznacza że możesz podrywać każdą lasek, idę na sale - zeskoczyłam z murka i ruszyłam przed siebie
- Nie jestem sławny i nie podrywam każdej tylko te co wpadną mi w oko - usłyszałam w tle, odwróciłam się, uśmiechnęłam i weszłam do środka.
Cudem chyba odnalazłam Jagodę bo trochę świat mi wirował. Siedziała z chłopakami i piła.
- Jagoda jedziesz do domu?
- Już? Impreza dopiero się zaczyna - spojrzała na mnie i na chłopaków
- Ty masz na sobie Mariusza marynarkę? - spytał Krzysiek
- Tak - przewróciłam oczami, chłopaki spojrzeli po sobie i się uśmiechali - możecie mu oddać - zdjęłam z siebie i podałam im marynarkę
- A ty już idziesz?
- Tak. Jagoda jadę do siebie - uśmiechnęłam się
- Dobrze wiesz że twoja mama nie lubi jak jesteś pijana - szepnęła mi na ucho
- Trudno, dam rade. Baw się dobrze, miłej zabawy - pocałowałam ja w policzek
- Dam ci klucze do mieszkania - spojrzała na mnie
- Nie trzeba, pa - uśmiechnęłam się i wyszłam.
Szlam wolnym krokiem przed siebie. Mogłam również zadzwonić po brata, żeby przyszedł po mnie ale wolałam się przejść. Liczyłam że chodź trochę mój stan się zmieni. Trwała cisza, a jedyny hałas robiły moje szpilki uderzając o chodnik.
- Ola zaczekaj - po raz setny dziś znów koło mnie pojawił się Mariusz
- Znów ty - odwróciłam się - Coś się stało?
- Znów ja - przystaną przy mnie z ciężkim oddechem - idziesz do domu?
- Oj ciężko z kondycja u pana widzę panie Jurkiewicz - zaśmiałam się - tak idę do domu
- Jak bym nie musiał biec za Tobą po alkoholu to byłoby dobrze - uśmiechnął się - a może jeszcze po drinku?
- Chcesz mnie upić? - uniosłam brew
- Jasne o niczym innym nie marze - przewrócił oczami - to jak?
- Jakoś nie mam ochoty tam wracać - wskazałam na klub - nie jestem dziś w nastroju na zabawę
- Ja jakoś też nie - uśmiechnął się
- To gdzie chcesz pić? Wszystko dziś zamknięte - rozejrzałam się
- Ehh nic na myśl mi nie przychodzi - podrapał się po głowie
- Dobra, dobra wiem co chcesz powiedzieć tylko się boisz - zaśmiałam się
- To idziemy? - lekko się uśmiechnął
- Chodź - pociągnęłam go za rękę - tylko raczki przy sobie
- To ty mnie teraz złapałaś - spojrzał na mnie
- Chodzi mi w domu - sprostowałam
- A no jasna sprawa
Droga zajęła nam 10 minut. Trochę mieliśmy problem z dostaniem się do środka ale w końcu się udało. Na gorze w końcu zdjęłam szpilki w których było mi niewygodnie.
- Rozgość się - podążyłam za nim do kuchni i usiadłam na blacie
- A ty znów siadasz na miejscu nie przeznaczonym do tego - wyjął wódkę
- Tylko znów nie próbuj mnie podrywać - uniosłam wskazujący palec do góry - wódka? Nie wiem czy to dobrych pomysł
- Nie podrywałem cię - zaczął się bronić - wolisz wino?
- Nie wcale - zaśmiałam się - w sumie może być i wódka
- No dobra może trochę cię podrywałem - podał mi kieliszek - zdrowie
- zdrowie - stuknęłam się z nim i wypiłam
Przenieśliśmy się na kanapę do salonu uważając przy tym żeby nie być zbyt głośno bo było dawno po 22.
- Jak ja do domu dotrę - oparłam się o kanapę
- Możesz zostać tutaj mam jeszcze jeden pokój wolny - wzruszył ramionami
- Wiem że chciałbyś żebym została ale jak to będzie wyglądać?
- A jak ma? To nic dziwnego że śpisz u znajomego nie?
- Którego znam 3 dni - zaśmiałam się
- No i? Nadal kumpel
- Dobra , dobra ale daj mi koszulkę jakaś długo
- nie mam długich ale mierząc mój wzrost, a twój to każda będzie długa - podał mi koszulkę
- Masz coś do mojego wzrostu? - zaśmiałam się
- Ależ skąd, małe jest piękne - podeszłam do niego i zaczęłam go lekko bić
- Ej piękna po co ta złość? - złapał mnie za nadgarstki
- Ja się jeszcze nie złoszczę, chce pokazać że małe jest piękne i waleczne - zaczęłam się śmiać
- Ohh bo to bolało, masz rację
- Ej! - uderzyłam go mocniej
- Tak się bawimy? - spojrzał na mnie i zmrużył oczy
Odwróciłam się i chciałam pójść się przebrać kiedy straciłam grunt pod nogami. W jednej chwili zostałam powalona na łóżko i ktoś brutalnie się nade mną znęcał. Śmiałam się najciszej jak mogłam ale to było silniejsze ode mnie.
- Cicho - przyłożył mieć palec do ust
- To mnie nie łaskocz - spojrzałam na niego.
Nastał moment kiedy po pijaku chciałam aby miał miejsce, a myśląc trzeźwo nie. Mariusz patrzył mi w oczy, ja również nie spuszczałam wzroku. Jego twarz niebezpiecznie zaczęła się zbliżać. Lekko musnął moje usta. Zatraciłam się i odwzajemniłam pocałunek. Zaczęło się spokojnie po czym rozkręciło się.
- Stop, stop, stop! - szepnęłam ujmując w dłonie twarz Mariusza
- Trochę się zapędziliśmy - uśmiechnął się
Odebrałam od niego koszulkę i powędrowałam do łazienki. Obmyłam twarz, przebrałam się i z uśmiechem wróciłam do salonu
- Przepraszam za ten pocałunek - spojrzał na mnie Mariusz
- Nic się nie stało - lekko się uśmiechnęłam - Masz jutro trening?
- Tak ale popołudniu. - spojrzał na mnie - przyszykowałem ci łóżko  w sypialni
- A ty?
- Ja tu się prześpię
- Przestań!  Przecież nic się nie stanie jak razem ze mną się tam położysz
- Jesteś pewna?
- Tak, Mariusz to twoje mieszkanie.
- Wiem, ale nie chciałem naruszać prywatności - wszedł w głąb sypialni
- dobrze, dobrze - zaśmiałam się i położyłam na łóżko
Nie mogłam spać będąc w jednym pokoju z chłopakiem którym się niedawno całowałam, a w dodatku spał bez koszulki. Nie żeby coś bo ciało miał wysportowane ale ludzie tak się nie dało spać.
- Weź się ubierz - odwróciłam się do niego, przyglądał mi się
- Zawsze tak śpię, nie usnę w koszulce - spojrzał na mnie
- litości dla kobiety, jak usnę to będziesz mógł zdjąć - uśmiechnęłam się
- Nie ma mowy - uśmiechnął się chytrze - ale zawsze służę ramieniem do spania
- Bujaj się - położyłam się na plecach i patrzyłam w sufit
- Serio mam ja założyć?
- Jak chcesz - wzruszyłam ramionami
Tak na prawdę chyba nie chciałam. Ja sama nie wiem co chce.
- jeśli masz usnąć to założę - miał zamiar wstać po koszulkę
- Nie dobra nie musisz
- Dopiero chciałaś. I weź tu was zrozum - spojrzał na mnie
- Oj czepiasz się. Połóż się bo mam zamiar iść spać ale nie mogę
- Bo jestem bez koszulki?
- Bo się wiercisz
Gdy wreszcie się położył, przekręciłam się na prawy bok i patrzyłam jak jego klatka unosi się i opada w śnie. W końcu postanowiłam pójść spać bo ile można gapić się na faceta? Wyobraziłam sobie jakaś historię i zamknęłam oczy. Gdy się przebudziłam, a była to godzina 8 leżałam przytulona do Mariusza który już nie spał. Przez chwilę leżałam bez ruchu chcąc przypomnieć sobie dlaczego tak śpię i jak zasypiałam wczoraj.
- Cześć śpiochu - usłyszałam nad sobą Mariusza
- Cześć - spojrzałam na niego - czego ja tak śpię?
- Nie wiem - pokręcił głową - jak wstałem to już tak leżałaś
- Jejku nigdy więcej nie śpię u znajomego - walnęłam się w głowę
- Nie bij się. Coś złego ci się stało? - uśmiechnął się
- Nie oprócz tego że się wczoraj całowaliśmy, a teraz jesteśmy do siebie przytuleni i to wcale nie wygląda jak relacja znajomych - spojrzałam mu w oczy
- w kogo oczach Tak nie wygląda? W naszych czy u innych? My znamy prawdę i jest dobrze, a o wczorajszym trzeba. - przerwał na chwilę - trzeba zapomnieć i tyle
- Właśnie o to chodzi - spojrzałam w okno - bo jesteś fajny ale dla mnie jest wszystko za wcześnie jeszcze. Na razie nie chce się z nikim wiązać oraz żeby któreś z nas zrobiło sobie niepotrzebnych nadziei - czułam gule w gardle ale musiałam to powiedzieć.
Zwykle do zauroczenia potrzeba tylko chwili, pewnego zdarzenia aby człowiek myślał o tym przez cały czas. Obawiałam się że tak jest ze mną i nie mogłam do tego dopuścić. Choć wydaje się że już chyba za późno. Gdyby nie wydarzenia z wczoraj. Ale podobno czyny i słowa pijanych to myśli trzeźwych. Nie byłam gotowa na związek tym bardziej z chłopakiem którego znam ledwie parę dni. Chodź poznaliśmy się przez ten czas ale to jeszcze nie to
- A zrobiłaś sobie nadzieję? Bo ja nie - uśmiechnął się - chyba nie - dodał ciszej
- No właśnie chyba, u mnie też jest to chyba - spojrzałam na niego
- Pogadamy o tym później, kiedy indziej. Chodź zrobimy śniadanie - pocałował mnie w czubek głowy i wstał
Robiąc śniadanie wygłupialiśmy się jak rodzeństwo. Byłam cała w mące bo jemu sprawiało frajdę obsypywanie mnie kiedy ja robiłam naleśniki. Nie byłam inna i też go rzucałam.
- Dobra stop! - krzyknęłam
- To już drugi raz jak mnie hamujesz w ciągu paru godzin - zaśmiał się i usiadł na blacie
- A widzisz - zaśmiałam się - nie siada się na blacie - wyszeptałam będąc bardzo blisko niego i się zaśmiałam
- Reguły i zasady są po to by je łamać moja droga - powtórzył moje słowa
Zjedliśmy w spokoju śniadanie opowiadając historie z dzieciństwa.
- Muszę cię kiedyś tam zabrać to sama się przekonasz że tam jest ładnie - uśmiechnął się
- Dobrze zapamiętam to
Po śniadaniu pozmywałam naczynia, a Mariusz sprzątał rozsypana mąkę. Przebrałam się we wczorajsze ubrania i usiadłam obok Mariusza
- Będę już uciekać
- Poczekaj! Będę jechał na trening to cię odwiozę
- No dobrze - uśmiechnęłam się
Oglądaliśmy jakiś film który nie był zbyt fajny. Mariusz poszedł się szykować na trening, a ja skakałam po programach. Gdy już znaleźliśmy się w samochodzie, Mariusz odwiózł mnie pod blok Jagody.
- Ciekawe jak się trzyma i o której wróciła - zaśmiał się
- Znając Jagodę koło 6. Radziłabym zadzwonić do chłopaków żeby nie zaspali na trening
- Tak zrobię, a jak ty się dostaniesz do środka jak będzie spać?
- Spokojnie znam kod do bloku - zaśmiałam się - dziękuję za przenocowanie i podwózkę - pocałowałam go w policzek - pa
- Nie ma za co, będę się odzywał - puścił mi oczko
Ruszyłam schodami w górę, a Mariusz pojechał. Uśmiechnęłam się i wpisałam kod. Szybko znalazłam się w mieszkaniu. Na spokojnie się przebrałam w Jagody ubrania, zrobiłam śniadanie, ogarnęłam się czego nie mogłam zrobić u Mariusza bo nie miał kosmetyków i wróciłam do pokoju
- Wstajemy kochana - odsłoniłam rolety
- Oszalałaś! Ała to boli, moja głowa - złapała się za tą cześć ciała
- Było tyle nie pić, zrobiłam śniadanie - podeszłam do stolika  i podniosłam z niego zegarek.
- Dziękuję jesteś kochana - usiadła na łóżku
- Ej lala kogo to? - pokazałam jej srebrny zegarek męski
- Yy nie kurwa - uderzyła się w głowę z otwartej dłoni
- Aha fajnie dobrze że znam. Widzę że tu ostro było - zaśmiałam się i poszłam do kuchni
Jagoda jadła śniadanie, a ja z kawą usiadłam na blacie. Tak uwielbiam siadać na blatach jestem wtedy ciut wyższa
- Ej kto tu był wczoraj? - spojrzałam na nią
- A obiecasz że nie będziesz się śmiać? I oddasz mu to?
- Ha! Czyli go znam, dobra dobra mów - chciało mi się śmiać. Taki widok skacowanej i zawstydzonej Jagody nie zdarza się codziennie
- Michał - niepewnie na mnie spojrzała
- Jurecki!? - zaczęłam dławić się śmiechem
- I co cię tak cieszy? Za dużo wypiliśmy, a zresztą zostawiłaś mnie tam samą
- Jagoda proszę cię. Od zawsze tego chciałaś! A po za tym pytałam czy idziesz - odstawiłam kubek do zlewu i wyszłam z kuchni
- No wiem. Ale proszę cię nie mów nikomu. To było po alkoholu - dreptała za mną
- Komu mam powiedzieć skoro gadam tylko z Tobą i chłopakami? Ale czekaj to znaczy że coś było!?
- A czy ty myślisz że zdjął zegarek bo źle leżał - spojrzała na mnie
- Tylko mamusia nie zostań - nie mogłam się powstrzymać, ta sytuacja mnie śmieszyła
- Bądź spokojna - przewróciła oczami - ale czekaj gdzie idziesz? - spojrzała gdy zakładałam buty
- Idę odnieść Panu Jureckiemu zegarek, na chwile do domu i po zakupy, spokojnie jeszcze przyjdę cię denerwować - zaśmiałam się - dawaj zegarek i mój telefon
- Ale.. - spojrzała na mnie
- Spokojnie tylko mu oddam i wyjdę
Zabrałam od niej przedmioty i wyszłam. Z uśmiechem szlam do hali. Ochroniarz bardzo dobrze mnie już znal więc problemu nie było z wejściem.
- Witam! - weszłam na sale
- Cześć Ola! Znowu do mnie - uśmiechnął się trener
- Nie - zaśmiałam się - Tym razem do Michała - spojrzałam na niego i znów chciało mi się śmiać
- A myślałem że do mnie - odezwał się Mariusz
- Minęło twoje 5 minut, Michał chodź mam coś twojego - dopiero jak to powiedziałam zrozumiał o co chodzi
- Ola proszę nie wiem jak to wyszło. Jagoda jest fajna i wiesz ale to za wcześnie - zaczął mi się tłumaczyć gdy byliśmy daleko od chłopaków
- Nie tłumacz mi się - wyjęłam z torebki zegarek - To chyba twoje nie?
- Tak dziękuję
- Ale wiesz że będziesz musiał z nią pogadać?
- Zdaje sobie sprawę z tego - zaśmiał się
- Dobra ja uciekam, a i - wspięłam się na palce - podobasz się jej - wyszeptałam i wyszłam zostawiając Michała w szoku.
Tak jak wcześniej ustaliłam poszłam do domu, pokazałam się mamie na oczy, zabrałam potrzebne rzeczy i poszłam na zakupy. Po zakupach wróciłam do Jagody i przygotowałam obiad.


------------------
I jest już kolejny rozdział tego dnia :)'
Możliwe że jutro pojawi się na Nadi :)
Dziękuje każdemu kto tu wchodzi :)
Liczę na komentarze :P

2 komentarze:

  1. Piękny, piękny, piękny rozdział ♥ Czekam na więcej i nie ma tak łatwo... następny ma być z dedykacją dla mnie :) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale się wciągnęłam...Czemu wszyscy każą mi tyle czekać na nowe rozdziały!! To takie niesprawiedliwe xD. Super rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń